Mama urodziła nas w jakiejś opuszczonej szopie. Starała się jak mogła, karmiła nas, ogrzewała i lizała. Potem moje rodzenstwo zaczęło znikać. Przychodziły jakieś duże istoty i zabierali je… Wreszcie przyszła kolej na mnie. Zostałem wypuszczony na podwórko. Było mi zimno, moim legowiskiem było parę starych szmat w komórce, byłem ciągle głodny. Te duże istoty przeganiały mnie i krzyczały, wtedy poczułem pierwsze uderzenia i kopniaki. Było mi źle. Chciałem sie bawić, chciałem, żeby ktoś mnie przytulił, pogłaskał…. Któregoś dnia duża istota złapała mnie za grzbiet/bardzo bolało/ i wyniosła gdzieś bardzo daleko…. Zostałem sam. Błąkałem się, byłem głodny, spragniony, zmarznięty…I wtedy pojawiła się ONA. Podniosła mnie delikatnie i przytuliła. Zaniosła tam, gdzie było sucho i ciepło, dała jedzonko. Niestety, ONA nie może mnie zatrzymać. Ma dużego psa, który mnie nie polubił i chciał mnie skrzywdzić…
Zefirek to jeszcze psie dziecko. Ma ok. 3 m-cy, jest cudnym szorstkim szczeniakiem. Będzie średniej wielkości psem, gdy dorośnie.
Szuka dobrych, odpowiedzialnych właścicieli, którzy nauczą go wszystkiego, co pies powinnien umieć. Takich, którzy pokażą mu, że istnieją zabawki,legowisko, miseczka… i że ludzka ręka nie tylko zadaje ból….
KONTAKT: Kontakt w sprawie adopcji:
tel. 795-404-395